Jak czytać więcej, gdy brakuje czasu na książki
Wielu z nas deklaruje, że chciałoby czytać więcej, a mimo to stos książek przy łóżku rośnie szybciej, niż się zmniejsza. Problem rzadko leży w braku chęci. Najczęściej wynika z przekonania, że czytanie wymaga długich, spokojnych godzin, których w kalendarzu po prostu nie ma. Tymczasem regularny kontakt z książką można zbudować na bardzo małych fragmentach dnia.
Zacznij od rytuału, nie od celu
Cele w rodzaju „przeczytam pięćdziesiąt książek w roku” bywają motywujące przez pierwsze tygodnie, a potem zamieniają się w źródło presji. Znacznie trwalsze jest powiązanie czytania z czynnością, która i tak jest stałą częścią dnia. Kawa po obiedzie, droga tramwajem, kwadrans przed zaśnięciem, oczekiwanie na dziecko po zajęciach – każdy z tych momentów może stać się Twoim stałym miejscem na kilka stron.
Warto ustalić śmiesznie niski próg: dwie strony dziennie. Zwykle okazuje się, że po otwarciu książki czyta się dłużej, ale nawet w gorszy dzień wystarczy dotrzymać minimum. Dzięki temu nie przerywasz łańcucha nawyku, a to właśnie ciągłość, a nie ilość, sprawia, że czytanie zaczyna być naturalne.
Zadbaj o to, by książka była pod ręką
Mechanizm jest prosty: robimy to, co jest najłatwiej dostępne. Jeśli telefon leży na stoliku, a książka w szafie, wynik jest łatwy do przewidzenia. Odwróć ten układ. Połóż książkę na wierzchu na biurku, wsuń drugą do torby, a na telefonie zainstaluj czytnik z jedną rozpoczętą pozycją. Wiele osób dobrze funkcjonuje też z audiobookami przy spacerach, sprzątaniu czy dojazdach, co również jest pełnoprawną formą obcowania z literaturą.
Pomocna bywa także zasada dwóch książek. Jedna to lektura „wymagająca”, do której siadasz z pełną uwagą, druga – lżejsza, do czytania w biegu lub gdy brakuje energii. Dzięki temu wieczorne zmęczenie nie kończy się odpuszczeniem czytania w ogóle.
Wybieraj mądrze i porzucaj bez żalu
Nic nie zniechęca tak mocno jak książka, którą czytamy z poczucia obowiązku. Jeśli po kilkudziesięciu stronach nie czujesz ciekawości, możesz ją odłożyć. To nie jest porażka, tylko rozsądne gospodarowanie czasem. Warto też pamiętać, że lektura bywa dobra „nie na ten moment”: ta sama powieść, która nudziła Cię rok temu, może później okazać się odkryciem.
Przy wyborze kolejnych tytułów dobrze sprawdzają się:
- polecenia znajomych, którzy mają podobny gust, a nie anonimowe rankingi,
- krótkie formy: opowiadania, reportaże, eseje, które dają poczucie ukończenia w kilka dni,
- półka w bibliotece – wypożyczona książka ma termin zwrotu, co skutecznie mobilizuje,
- powroty do autorów, których już lubisz, zamiast ciągłego szukania nowości.
Zostaw ślad po przeczytanej książce
Czytanie daje większą satysfakcję, gdy coś po nim zostaje. Nie musisz pisać recenzji. Wystarczy notatnik, w którym po skończeniu książki zapiszesz tytuł, datę i jedno-dwa zdania: co Cię zaskoczyło, z czym się nie zgadzasz, jaki fragment chcesz zapamiętać. Po kilku miesiącach powstaje osobisty dziennik lektur, który przyjemnie się przegląda i który podpowiada, jakie gatunki naprawdę Ci służą.
Rozmowa o książce jest równie wartościowa. Klub czytelniczy w gronie znajomych albo zwykła wymiana wrażeń przy kawie sprawiają, że lektura staje się wspólnym doświadczeniem, a nie kolejnym zadaniem do odhaczenia.
Dobrze też zastanowić się nad miejscem czytania. Wygodny fotel z dobrym światłem, ławka w parku czy kącik przy oknie mogą stać się Twoim małym azylem. Gdy otoczenie kojarzy się z lekturą, łatwiej wejść w skupienie. Jeśli mieszkasz w głośnym domu, spróbuj czytać o stałej porze, kiedy inni są zajęci własnymi sprawami, albo skorzystaj ze słuchawek z wyciszeniem. Nie bój się również zmieniać formatu: papier, czytnik i audiobook mają różne zalety, a przełączanie się między nimi pomaga czytać także w podróży lub w kolejce.
Przeczytane to nie wszystko
Warto też zmienić sposób myślenia o samej liczbie. Książka przeczytana powoli, z przerwami, w ciągu dwóch miesięcy, jest tak samo przeczytana jak ta pochłonięta w weekend. Nie ma tu rankingu prędkości. Jeśli w tygodniu zdarzy się Wam pięć dni bez lektury, nie trzeba nadrabiać – wystarczy wrócić do dwóch stron dziennie.
Czytanie ma być jednym z przyjemniejszych elementów dnia, a nie kolejną pozycją na liście obowiązków. Zacznij od małego rytuału, trzymaj książkę w zasięgu ręki, wybieraj to, co Cię naprawdę ciekawi, i pozwól sobie na odłożenie tytułu, który nie działa. Po kilku tygodniach zauważysz, że kwadrans z książką stał się czymś, czego Ci brakuje, gdy go zabraknie. A to najlepszy dowód, że nawyk się utrwalił.